Zanim zaczniemy: warto uporządkować jedną rzecz. Mój Prąd 6.0, nazwany przez NFOŚiGW „Dofinansowaniem na przydomowe magazyny energii”, i planowany nowy program na magazyny energii z Funduszu Modernizacyjnego to nie to samo. Pomostowy program Mój Prąd 6.0 będzie wsparciem dla osób, które zakończyły inwestycję do 31.10.2025 r. Z kolei nowy program ma funkcjonować jako rozwiązanie po tym okresie i obejmować wydatki poniesione nie wcześniej niż od 1 listopada 2025 r.
W tym artykule odpowiadam na 5 najważniejszych pytań:
Z zapowiadanych zasad wynika, że nowy program NFOŚiGW ma być skierowany do osób fizycznych będących prosumentami, czyli wytwarzających energię elektryczną na własne potrzeby. W praktyce chodzi więc o właścicieli domowych instalacji PV, którzy chcą rozbudować swój system o magazyn energii i lepiej zarządzać wyprodukowanym prądem.
To ważne, bo program nie jest pomyślany jako uniwersalne wsparcie dla każdego, kto po prostu chce kupić baterię. Ma dotyczyć konkretnie prosumentów i być powiązany z domową mikroinstalacją.
To bardzo ważna informacja, bo wielu inwestorów może ją przeoczyć.
W nowym programie mają być kwalifikowane wydatki poniesione od 1 listopada 2025 r. To oznacza, że jeśli ktoś zamontował magazyn wcześniej, to co do zasady może się okazać poza zakresem wsparcia z nowego programu.
Innymi słowy: to program przede wszystkim dla tych, którzy inwestowali lub będą inwestować po zakończeniu okna programu pomostowego Mój Prąd 6.0, w którym okres kwalifikowalności, to: 01.08.2024 r do 31.10.2025r.
W dotychczas opisywanych założeniach pojawia się program z budżetem do 1 mld zł, planowany na lata 2026–2030. Sama idea dopłaty brzmi zachęcająco, ale tu trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć jedno: program ma być obudowany konkretnymi limitami.
Z perspektywy inwestora kluczowe są 4 wymogi, które trzeba znać od początku:
1. Minimalna pojemność magazynu: 10 kWh
Żeby w ogóle myśleć o wsparciu, magazyn ma mieć minimum 10 kWh pojemności.
To bardzo ważne: 10 kWh to próg wejścia do programu, a nie maksymalna pojemność.
Można więc oczywiście założyć magazyn większy, jeśli taki ma sens dla domu i zużycia energii.
2. Limit wsparcia: nie więcej niż 800 zł na 1 kWh
Dotacja ma być liczona z limitem maksymalnie 800 zł na każdą 1 kWh pojemności magazynu.
3. Maksymalna kwota dotacji: 16 000 zł
Nawet jeśli magazyn będzie większy, całkowite wsparcie ma być ograniczone do 16 tys. zł.
4. Maksymalnie 30% kosztów kwalifikowanych
Dotacja ma pokrywać do 30% kosztów kwalifikowanych, a więc nie więcej niż określona część wartości inwestycji.
To oznacza, że nawet jeśli ktoś założy większy magazyn, nie dostanie wsparcia „bez końca”. Wysokość dotacji będzie nadal ograniczana jednocześnie przez:
Na papierze brzmi to przejrzyście. W praktyce jednak właśnie te limity mogą sprawić, że część inwestorów zacznie dobierać system nie pod dom, tylko pod warunki programu.
Jednym z najistotniejszych wymogów ma być obowiązkowy EMS, czyli system zarządzania energią. To oznacza, że sama bateria może nie wystarczyć. Trzeba będzie mieć również rozwiązanie, które realnie steruje pracą energii w domu: kiedy zużywać, kiedy ładować magazyn i jak najlepiej wykorzystać własną produkcję z PV.
Dla części inwestorów to dobra wiadomość, bo taki system naprawdę poprawia autokonsumpcję. Ale dla wielu to także dodatkowy koszt i dodatkowy poziom skomplikowania inwestycji.
Drugim ważnym warunkiem jest właśnie minimalna pojemność magazynu. Skoro próg wejścia ma wynosić 10 kWh, to część właścicieli domów może zostać zmuszona do zakupu magazynu większego, niż wynikałoby to z realnego zapotrzebowania. Oczywiście można zamontować więcej niż 10 kWh, ale problem polega na tym, że nie każdy dom w ogóle potrzebuje takiego minimum.
I tu pojawia się bardzo praktyczny dylemat:
czy inwestor ma dobrać magazyn do swojego domu, czy do warunku programu?
Tu dochodzimy do najważniejszej części.
Jeśli próg wejścia wynosi minimum 10 kWh, to część właścicieli domów może być zmuszona do zakupu większego magazynu, niż naprawdę potrzebuje. Dla jednych będzie to tylko wyższy koszt wejścia. Dla innych — całkowity brak sensu ekonomicznego.
Szczególnie wtedy, gdy ktoś chciałby mniejszy, rozsądnie policzony magazyn, ale regulamin będzie premiował dopiero większą pojemność.
EMS ma sens techniczny, ale nie każdy inwestor chce od razu budować bardziej rozbudowany układ sterowania energią. Jeżeli dotacja będzie wymagała takiego systemu bez wyjątku, część prosumentów może zrezygnować już na starcie.
Sama dopłata wygląda atrakcyjnie tylko do momentu, kiedy zestawimy ją z ograniczeniami:
W praktyce może się więc okazać, że inwestor zbuduje większy i droższy system, a poziom wsparcia i tak nie będzie na tyle wysoki, żeby realnie zmienić opłacalność całej inwestycji.
To właśnie ten element może okazać się najbardziej problematyczny. W planowanych zasadach i ich interpretacji pojawia się ryzyko związane z sumowaniem mocy magazynu energii i instalacji fotowoltaicznej. W praktyce może to spowodować, że część prosumentów nie spełni warunków programu albo wpadnie w trudniejszy reżim formalny, mimo że sama inwestycja technicznie miałaby sens.
To jest dokładnie ten rodzaj obostrzenia, który może wyeliminować znaczną część zainteresowanych.
I tu jest sedno całego tematu.
Jeżeli już dziś wiesz, że chcesz inwestować w magazyn energii i system zarządzania energią, bo zależy Ci na oszczędnościach, większej kontroli nad domem, lepszym wykorzystaniu własnej fotowoltaiki i wygodzie codziennego użytkowania, to uzależnianie całej decyzji od dotacji może być po prostu błędem.
Dlaczego?
Bo nowy program NFOŚiGW może premiować tylko określone konfiguracje:
A przecież magazyn energii powinien być dobierany do:
Nie do tabelki w regulaminie.
Najrozsądniejsze podejście jest dziś proste: najpierw policzyć, jaki system ma sens dla domu, a dopiero później sprawdzić, czy kwalifikuje się do wsparcia. Wtedy dotacja jest dodatkiem, a nie fundamentem decyzji.
Bo jeśli system jest dobrze dobrany, to będzie działał dobrze również bez dopłaty. A jeśli inwestycja ma sens tylko dlatego, że „może będzie dotacja”, to bardzo łatwo wpaść w pułapkę przewymiarowania, niepotrzebnych kosztów i późniejszej frustracji. Ta frustracja zresztą już dziś jest odczuwalna. Program ma obejmować wydatki poniesione od 1 listopada 2025 r., a osoby, które wykonały instalacje po tej dacie, wciąż nie mają jasnych informacji i nie wiedzą, czy dostaną obiecany zwrot części kosztów. Nadal nie znamy daty naboru wniosków ani ostatecznego regulaminu, a z wypowiedzi przedstawicieli NFOŚiGW wynika, że wiele kwestii nadal pozostaje otwartych. Jednocześnie już teraz pojawiają się zapowiedzi warunków, które dla sporej części prosumentów mogą okazać się zbyt restrykcyjne.
Najbardziej absurdalne jest to, że wciąż nie ma pewności nawet co do tego, czy i kiedy program dostanie zielone światło finansowe. Bo to, czy ta dotacja w ogóle ruszy, zależy dziś od decyzji Europejskiego Banku Inwestycyjnego…
Krótko mówiąc: warto śledzić program NFOŚiGW, ale nie warto budować całej decyzji inwestycyjnej wyłącznie pod dotację. Lepiej zrobić system dopasowany do domu, jego fotowoltaiki i faktycznego zapotrzebowania na energię — niż później denerwować się, że projekt świetny na papierze pod program, w codziennym życiu wcale nie jest najlepszy.
autor: Milena Legacka